Pielgrzymka rowerowa do Rzymu na międzynarodowe Spotkanie Młodych z Papieżem Leonem XIV, organizowana w ramach obchodów Roku Jubileuszowego
Pierwszy raz usłyszałam o rowerowej pielgrzymce do Rzymu na Jerychu Młodych, rok przed wyjazdem. Bardzo się wtedy ucieszyłam, bo od jakiegoś czasu było to moje marzenie i od razu wiedziałam, że pojadę. Później jednak pojawiły się pierwsze komplikacje. Na początku rodzice nie chcieli się zgodzić, ponieważ nie wyobrażali sobie tego, że mam tak wiele kilometrów jechać rowerem, potem ksiądz Radek Piotrowski, organizator pielgrzymki, stwierdził, że to wyjazd tylko dla pełnoletnich, a ja byłam przed osiemnastką. Następnie mój trener powiedział, że w tym czasie są ważne zawody, na których muszę być. Jeszcze później okazało się, że moja przyjaciółka jednak nie jedzie i wtedy stałam przed trudnym wyborem: czy mam jechać sama, bo przed wyjazdem nie znałam nikogo z grupy, czy jednak zrezygnować. Zdecydowałam się zaryzykować… i uważam to za najlepszą decyzję w moim życiu. Wyjechaliśmy 6 lipca po Mszy Świętej odprawionej przez biskupa Grzegorza Suchodolskiego i pożegnaniu z rodzicami i przyjaciółmi. Już pierwszego dnia mieliśmy do pokonania 121 km. Cała droga do Rzymu zajęła nam 20 dni, w tym 18 dni jazdy i 2 dni odpoczynku, podczas których zwiedzaliśmy Wiedeń i Wenecję. Przejechaliśmy 1883 km. Po drodze zatrzymaliśmy się też w Asyżu, aby pomodlić się przy grobie błogosławionego Carlo Acutisa. Po drodze nie mieliśmy zaplanowanych noclegów. Gdy przychodził czas odpoczynku, dzwoniliśmy do przypadkowych drzwi i ufaliśmy, że znajdzie się dla nas miejsce do spania. Raz spaliśmy nawet w restauracji. Przez pierwsze kilka dni codziennie lał deszcz i nie było to zbyt przyjemne uczucie, aby jechać przemokniętym przez wiele godzin. W czasie podróży przeżyliśmy kilka wywrotek, a także musieliśmy dokonać kilku napraw sprzętu. Nie mieliśmy pomocy technicznej, więc radziliśmy sobie sami. We Włoszech było coraz goręcej, jechaliśmy na południe, w pełnym słońcu, temperatura sięgała nawet 40 stopni. W taką pogodę nie było łatwo podróżować, ale szybko się przyzwyczailiśmy. Mogę stwierdzić, że najtrudniejsze były Apeniny, ponieważ strome podjazdy w połączeniu z wysokimi temperaturami były wyzwaniem, ale ja już za tym trochę tęsknię, bo satysfakcja po wjechaniu na szczyt była ogromna. Najprzyjemniej było 26 lipca, gdy cała nasza grupa wjechała do Rzymu.
Z wyjazdu najlepiej wspominam pływanie o wschodzie słońca w Morzu Adriatyckim, bo było to cudowne doświadczenie.
Alicja Chromik, kl.IVc

